Obrzędy i Zwyczaje

Zwyczaj kolędowania

Kolęda to słowo wieloznaczne. Z jednej strony oznacza pieśń związaną z narodzinami pańskimi, a z drugiej-wizytę i związany z nią dar. Nawet zwykłe sąsiedzkie wizyty nazywano kolędowaniem. Najwięcej uciechy sprawiały zawsze obchody kolędników, czyli chłopców obnoszących po wsi gwiazdę, szopkę czy maszkary-zwane także turami. Przebierańcy chodzili zwykle w wigilię od południa do wieczora. Z szopką przeważnie młodsi chłopcy, wędrując grupkami od domu do domu, śpiewali kolędy, życząc mieszkańcom pomyślności, a w zamian otrzymywali ofiary pieniężne i łakocie.

Grupy kolędników chodzące z maszkarami, czyli z osobami przebranymi za różne zwierzęta, np. tura symbolizującego siłę i zdrowie, były grupami starszych chłopców. Oprócz przebrań zwierzęcych kolędnicy mogli mieć ze sobą gwiazdę lub odgrywać scenki z narodzenia Pańskiego pięknie przy tym śpiewając i licząc na ofiarę ze strony gospodarza. Młodzi kolędnicy nie przepuszczali także okazji, gdy w domu zastali ładne i wesołe panny, zaczepiając je i przekomarzając się z nimi. Przedstawienia te często były spontaniczne, pełne humoru, pomysłowości i psot (np. roztrzepywanie słomianej sieczki przy obejściu i niejednokrotnie w domach gospodarzy). Na każda okazję sprytni kolędnicy znajdowali odpowiednią przyśpiewkę lub wierszyk i nie wahali się ich użyć. W tym szczególnym czasie patrzono na ich wybryki z pobłażliwością. Za szczodra kolędę zawsze dziękowali.

W Nowy Rok oprócz kolędników chodzącym w okresie Bożego narodzenia pojawiali się nowoletnicy. Przybywali do domów ze słowami:

„Na szczęście
na zdrowie
na ten Nowy Rok”
po czym odśpiewali pieśń noworoczną „Nowy rok bieży”

W święto Objawienia Pańskiego czyi Trzech Króli obowiązywały podobne tradycje. Przebierańcy wcielali się w postacie trzech mędrców przybyłych ze Wschodu. Malowali sobie twarze, ponieważ tradycja mówiła, że władcy byli różnych kolorów skóry. Na pamiątkę darów, które od mędrców otrzymał Jezus przebierańcy mieli starannie wykonane: szkatułkę ze złotem, mirrę i kadzidło, a także korony i piękne szaty, niejednokrotnie pożyczane z plebani. Poświęconą w to święto kredą, pisali także na drzwiach odwiedzanych domów: K+M+B, czyli pierwsze litery imion mędrców przybyłych do Jezusa (Kacpra, Melchiora i Baltazara) przedzielonych znakami krzyża, po których dopisuje się datę rozpoczętego roku. Królowie tak jak kolędnicy, śpiewali bożonarodzeniowe pieśni, a w zamian dostawali kolędę.

Wesele
 

W dzisiejszych czasach związek małżeński dwojga młodych ludzi jest coraz częściej problemem rozstrzyganym niemal wyłącznie przez nich samych, co najwyżej przy udziale najbliższych rodzin. Ale w naszej wsi można spotkać jeszcze tradycje ludowe podtrzymywane przez mieszkańców, którym leży na sercu dobytek kulturowy wypracowany przez lata przez naszych przodków. Jedną z najchętniej kultywowanych tradycji weselnych jest tzw.: robienie bramy.

Robienie bramy
 

Świeżo poślubiona młoda para, wracający z kościoła wraz z orszakiem weselnym, napotyka na drodze powrotnej „bramy”. Jest to bardzo teatralny i cieszący się dużą popularnością w naszej okolicy zwyczaj kultywowany od bardzo dawna. Polega na zablokowaniu drogi przejazdu z kościoła na miejsce przyjęcia różnego rodzaju przeszkodami. Czasem jest to zepsuty traktor, do naprawienia którego potrzeba „paliwa”, czyli wódki weselnej, czasem jest to leżący na środku drogi, ciężko chory, który potrzebuje niezawodnego lekarstwa na wszystko i posiłku (tu np. kiełbasa swojska), czasem wypadek drogowy z policją itp. Im ciekawsze i bardziej nietypowe powody zatrzymania orszaku weselnego tym lepiej. Na zlikwidowanie przeszkody można było liczyć po zapłaceniu okupu. Niejednokrotnie nie kończy się na jednej bramie i goście mają duże opóźnienie w dotarciu na miejsce przyjęcia, ale zwyczaj ten jest bardzo mile widziany i spotyka się z dużym zainteresowaniem wśród weselników.

   
Wyjazd po swaszkę

 

Na weselu oprócz zwyczajnych, zaproszonych gości, krewnych i przyjaciół jest również grupa osób wybranych, pełniących różne funkcje i piastujących różnego rodzaju godności. Były dróżki, swat i starosta, ale najważniejszą i wyjątkowo honorowaną osobą była swaszka. Według zwyczaju, po nikogo innego, tylko po swaszkę wyjeżdżano wozem, na którym siedzieli swacia, dróżki i muzykanci. Pod jej adresem śpiewa się mnóstwo piosenek o różnym charakterze: były wśród nich pochlebne, chwalące, ale tez satyryczne a i nawet złośliwe. żadnej osobie na weselu nie poświęcano tyle piosenek co swaszce:

1. Dalej chłopcy dalej żywo
Będzie wódka będzie piwo
Będzie wódka przepalana
I swasiusia ukochana 2x
2..Wysokom se buczka scinoł
Żeby mi się nie zieleniom
A on mi się zielenieje
Swasiusia się do mnie śmieje 2x
3. Dalej chłopcy dalej śmielej
Bo to w karczmie nie w kościele
Bo w kościele śluby dają
A w karczmie się zalecajo 2x
4. Dalej chłopcy wy śmigacze
Czemu swaszka na wos płacze
A czy płacze czy nie płacze
Dalej chłopcy wy śmigacze 2x
5. Dalej chłopcy weselcie się
Bo swasiusia flaszkę niesie
A czy niesie czy nie niesie
Dalej chłopcy weselcie się
BARAN W OGRODZIE
1. Baran w ogrodzie swasiusiu
Baran w ogrodzie
Weź se siana nie choć sama
Bo cię pobodzie duj dana
Bo cię pobodzie
2. Baran w ogrodzie swasiusiu
Baran w ogrodzie
Jeszcze piwko na obręczy
A muzyczka ładnie brzęczy
Baran w ogrodzie
3. Kaczki na wodzie swasiusiu
Kaczki na wodzie
Weź se strzelbę zastrzel jedne
Kaczki na wodzie duj dana
Kaczki na wodzie
4. Poszła swaszka do piwnicy
I brzękła kluczami
I na swego najmilszego
Mruga oczkami duj dana
Mrugła oczkami
5. Z czego wianek masz swasiusiu
Z czego wianek masz
Z rozmarynu durniu głupi
Czemu się pytasz duj dana
Czemu się pytasz
1. Zagraj mi muzyka
O co jo cię proszę
Niech jo se swasiusie
Do tańca poproszę
2. A nasza swasiusia
To by tego chciała
Żeby jej zaśpiewać
To by tańcowała
3. A nasza swasiusia
A nasza a nasza
Rozpuściła włosy
Do samego pasa
4. A nasza swasiusia
Rodem z Biłgoraja
Ma czerwone nogi
Będzie niosła jaja
5. A nasza swasiusia
Rodem spod Sanoka
Poszła krowy doić
Siadła pod Bujoka
Przyśpiewki weselne:
 
1. Od Dynowa jadę
A na Harcie staję
Jeszczem z konia nie zloz
Już mi pannę dają
2. Dziewczyno szczypico
Szlak cię trafił czy co
Goło przy mnie leżysz
Jeszcze mi nie wierzysz
3. Z konisia kasztanka
Najlepsza furmanka
Z dziewczyny blondyny
Najlepsza kochanka
4. Choć konisia ni mom
Stajenkę buduje
Żyniuł się nie będę.
Tylko obiecuję
6. Nie po to tu śpiewom
Żebyście słyszeli
Ale śpiewom po to
Niech się świat weseli
7. Zaśpiewać mi ładnie
I zagrać mi ładnie
Przyjdzie do roboty
To mi nie przykładnie
8. Harcanie, Harcanie
Daleko słyniecie
Bo jeden za drugim
Mało nie zginiecie
9. Harcanie, Harcanie
Co po was zostanie
Powrozy i wozy
I ładne kochanie

   

Ciągnięcie kloca

          Niemal całkiem zapomniany zwyczaj okresu wielkanocnego, zarezerwowany tylko dla mężczyzn, wykorzystujących ostatnie chwile na zabawę i popijanie przed rozpoczęciem postu. Czas oficjalnych zabaw kończący się o północy, zwykle nie wystarczał rozbawionym biesiadnikom, nieusatysfakcjonowani opuszczali zamykane już gospody i szukali pretekstu do poczęstunku we wsi. Chodząc od domu do domu, od zagrody do zagrody szukają dużej belki, pnia lub kloca. Jeżeli takowego znajdują, wnoszą go do domu właściciela, często go przy tym zaskakując w środku nocy i przybijając go za koszule do drewna. Nieszczęsny gospodarz, chcąc się uwolnić i pozbyć nierzadko ogromnego i ciężkiego pnia musi się wykupić. Jeśli zadowoli nieproszonych gości, pozbędzie się problemu, jeśli nie, zostaje mu kawał drewna w sieni, z którym sam musi sobie dać rade, a tamci idą szukać dalej. Obchody takie kończyły się zwykle rano, a towarzyszyły im śpiewy:

„Powiedzcież tam wstępnej środzie
Niech mnie nie szuka w ogrodzie
Niech do karczmy nie wstępuje
Bo ja tu teraz tańcuję”